Będę chwalił Pana póki żyję, będę śpiewał Bogu memu póki dni moich
I will praise the LORD all my life; I will sing praise to my God as long as I live

(Ps. 146,2)

W hołdzie błogosławionej pamięci
kantora Benziona Millera

Tribute to the Blessed Memory
of Cantor Benzion Miller

Cantors:
Shimmy Miller, Nissim Sa’al, Chaim Gantz

Cantors’ Choir:
Gal Tamir, Holgerd Vachlis, Andre Cruz, Beri Bedelahmi, Calev Swabel,
Liam Hen, Shlomo Brummer, Lidor Mesika

Conductor:
Maestro Yossi Schwartz

Accompaniment:
Eric Freeman

Świadectwem prawdziwej przyjaźni może być jedynie śmierć. Ona tę przyjaźń pieczętuje. Na wieki wieków. 

Przez dwadzieścia osiem lat miałem szczęście i zaszczyt przyjaźnić się z kantorem Benzionem Millerem. Niesłusznie używam czasu przeszłego, jako że przyjaźń ta nie skończyła się z chwilą Jego śmierci. Skończy się wraz z moim odejściem. 

Hazan Miller szczerze kochał Kraków. Mimo choroby i sprzeciwu lekarzy 18 grudnia 2024 roku przyjechał z Brooklynu, aby właśnie tu, w gronie bliskich przyjaciół celebrować 77- mą rocznicę swoich urodzin. Zachowało się nagranie z Hawdali, podczas której – jak się miało okazać – po raz ostatni błogosławi wino, światło i wonności świata, który mu przyszło opuścić. 

Dwa dni potem odstąpiła go świadomość miejsca i czasu. Rozpoczął bolesną drogę powrotu do Świątyni w Jeruszalajim, gdzie dziś, wolny od bólu i goryczy, razem z innymi wielkimi kantorami Yossele Rosenblattem, Gershonem Sirotą, Moshe Koussevitzkim oraz chórem kantorów wszystkich wieków, śpiewa nieprzerwanie przed Obliczem Najwyższego.  

Towarzyszyłem mu w tej drodze do chwili, kiedy czuwający przy nim córka Raizy i syn Eli, zdecydowali zabrać ojca do domu w Brooklynie, gdzie czekali najbliżsi. Wkrótce po tym zmarł. 

Czym była obecność kantora Benziona Millera dla naszego Festiwalu? Mój Boże…, nie wiem co powiedzieć. Cokolwiek powiem – to będzie za mało. Nie to. Natomiast wiem, czym jest jego nieobecność: 

Kiedy wyjeżdżał z Brooklynu do Krakowa, w domu i w synagodze pozostawił wszystko otwarte, niedokończone, w stanie oczekiwania –  uczucia, myśli, modlitwy, pieśni…,  wszak powiedział, że niebawem wróci. „W przeddzień” rozmawialiśmy o koncercie. Benzion mówił o przesłaniu piękna i pokoju z Kazimierza. I o ogromnej radości z powrotu do Krakowa po czasie skażonym pandemią. Wiem już, że nie wróci, więc pewnie należałoby to wszystko zamknąć, podsumować, opisać, ułożyć w jakimś chronologicznym porządku, zarchiwizować. Ale nie chcę. Poczekam. Mimo wszystko. Powiedział przecież, że wróci. Choćby na tę jedną chwilę. Bo ja wiem, że na dzisiejszym koncercie pojawi się Jego duch. Pojawi się. Będzie wśród nas –  razem z Blimą, wdową po Benzionie, z Jego dziećmi, rodziną i przyjaciółmi. Z nami. 

Planowaliśmy, że Benzion wystąpi razem ze swoim synem, kantorem Shimmy Millerem. Dzisiaj Shimmy zaśpiewa dla Ojca z innymi kantorami, niegdyś studentami Mistrza, a obecnie jednymi z najwybitniejszych kantorów naszych czasów.  

I dopiero po tym koncercie, kiedy zgasną światła i zapadnie mrok, będę mógł wyjść z opuszczonego pokoju Festiwalu i zamknąć za sobą drzwi. Szczęśliwy, że mój Przyjaciel wciąż jest przy mnie. 

Janusz Makuch 

Only death can prove the sincerity of a friendship. It seals this friendship. For ever and ever. 

For twenty-eight years I had the good fortune and honour to be friends with Cantor Benzion Miller. I am wrong to use the past tense as this friendship did not end with his death. It will end with mine. 

Chazzan Miller loved Krakow deeply. Despite being ill and his doctors’ disapproval, on 18 December 2024 he travelled from Brooklyn to celebrate his 77th birthday with his close friends. There is a recording of Havdalah in which he blesses wine, light and spices of the world that he was about to leave for what turned out to be the very last time.

Two days later, he lost consciousness. He began the painful journey of returning to the Temple in Yerushalayim, where today, free of pain and bitterness, together with other great cantors such as Yossele Rosenblatt, Gershon Sirota, Moshe Koussevitzky and a choir of cantors of all ages, he sings incessantly before the face of the Almighty. 

I was with him on this journey until the moment when Raizy, his daughter, and Eli, his son, who were watching over him, decided to take their father home to Brooklyn, where his loved ones were waiting. He died shortly after that. 

What did the presence of Cantor Benzion Miller mean  for our Festival? My God…, I don’t know what to say. Whatever I say – it will be too little. Or not the right thing. However, I know what his absence means:

When he was leaving Brooklyn to come to Krakow, he left everything at home and in the synagogue open, unfinished, in the waiting mode – feelings, thoughts, prayers, songs…, after all, he said he would return soon. „The day before” we talked about the concert. Benzion spoke about the message of beauty and peace from Kazimierz. And about the great joy of returning to Krakow after the time marred by the pandemic. I already know that he will not return, so it will probably be necessary to close it all, recap, describe, arrange in some chronological order, archive it. But I don’t want to do it. I will wait. Despite everything. After all, he said he would return. If only for this one moment. Because I know that his spirit will appear at today’s concert. He will come. He will be with us – alongside Blima, Benzion’s widow, his children, family and friends. Us. 

We wanted Benzion to perform together with his son, cantor Shimmy Miller. Today Shimmy will sing for his Father with other cantors, once students of the Master and now some of the most outstanding cantors of our time. 

And only after this concert, when the lights go out and darkness falls, will I be able to leave the empty Festival room and close the door behind me. Happy that my Friend is still with me.  

Janusz Makuch